-Halo?
-Czy rozmawiam z panią Martą William?- usłyszałam głos w słuchawce
-Tak to ja- odparłam
-Jestem Filip Norton i dzwonię w sprawie testamentu pani Handerson. Czy mogła by się pani zgłosić do mojego biura za 4 godziny?
-Dobrze- odparłam
-O co chodzi?- zapytała moja koleżanka Ula
-Zmarła moja sąsiadka
-Przykro mi, była taka miła... Ale po co do ciebie dzwonili?
-Przepisała mi coś w testamencie
Po pracy udałam się do biura pana Filipa Norton. Weszłam do biurowca i zwróciłam się do sekretarki. Zaś ona skierowała mnie na pierwsze piętro. Zapukałam do drzwi
-Proszę- usłyszałam głos- Ach, pani William proszę usiąść
Usiadłam na fotelu wskazanym przez Norton'a.
-Ostatnia wola Rozalindy Handerson, Wszystkie moje oszczędności z konta bankowego przekazuje organizacji charytatywnej "Pomoc", a moją willę Marcie William
Słuchałam tych słów z zdziwieniem. Dostałam willę. Czy to nie cudowne?
-Proszę podpisać tu... i tu
Podpisałam w wyznaczonych przez urzędnika miejscach i wyszłam z budynku. Wyciągam z kieszeni telefon i zadzwoniłam do męża. Opowiedziałam mu o zaistniałej sytuacji.
-Przyjadę za tydzień i możemy pojechać ją zobaczyć- odparł
Kiedy się rozłączył przez głowę przemknęła mi pewna myśl "To jest za piękne, aby mogło być w porządku"